O Diadzie i Zakątku

O Diadzie:

Giovanni Reale, Historia filozofii starożytnej, tom II, Platon i Arystoteles

III. »NIEPISANE NAUKI« O PIERWSZYCH I NAJWYŻSZYCH ZASADACH ORAZ ZWIĄZANE Z NIMI WIELKIE KONCEPCJE METAFIZYCZNE

1. Pierwsze zasady utożsamione z Jednym i Diadą tego co wielkie-i-małe

[…] Dobrym wprowadzeniem ułatwiającym zrozumienie wykładu protologii może być ogólne uwypuklenie istotnej cechy charakteryzującej sposób myślenia Greków. Podstawowym przekonaniem przenikającym całą filozofię przed Platonem było przekonanie, że wyjaśnianie oznacza unifikowanie. To przekonanie stoi najpierw u podstaw wywodów wszystkich filozofów przyrody, którzy wyjaśniają wielość zjawisk kosmosu właśnie przez sprowadzenie ich do jedności jednej zasady albo kilku zasad pojętych jednorodnie, a osiąga skrajny wyraz (ale dzięki temu bardzo pouczający) w nauce eleatów, którzy całość bytu sprowadzają do jedności, popadając w prawdziwy i radykalny monizm. Na tym przekonaniu oparte są także wywody sokratejskie, całkowicie skoncentrowane na pytaniu „co to jest?”, które implikuje systematyczne sprowadzenie przedmiotu dyskusji do jedności. […]

Także cała nauka Platona o ideach powstała z podobnego przekonania i z wyraźnego wyakcentowania znaczenia funkcji spojrzenia synoptycznego, dzięki któremu osiąga się metodyczne »wielości« , którą zamierza się wytłumaczyć. »Wielość« rzeczy zmysłowo postrzegalnych tłumaczy się właśnie poprzez synoptyczne sprowadzenie ich do jedności odpowiadającej im idei. Ale […] teoria idei daje początek nowej wielości, aczkolwiek tym razem na nowym, metafizycznym poziomie tego co inteligibilne. Jeżeli bowiem wielość wielość zmysłowo postrzegalnych ludzi zostaje zunifikowana i wyjaśniona poprzez odpowiadającą im ideę człowieka, wielość drzew poprzez ideę drzewa, wielość przejawów piękna przez ideę piękna i jeżeli tak samo jest w wypadku wszystkich rzeczy empirycznych, które oznaczamy tą samą nazwą, to oczywiste, że wielość rzeczy postrzegalnych zmysłami zostaje uproszczona i wytłumaczona przez inteligibilne idee, ale bynajmniej nie zostaje przez to rozwiązany problem wielości tego co inteligibilne. Trzeba jeszcze i to wziąć pod uwagę, że Platon przyjmuje idee nie tylko tych rzeczy, które nazywamy substancjami (człowiek, zwierzęta, rośliny, itd.), tak że pluralizm w świecie idei (tzn. pluralizm bytów inteligibilnych) okazuje się bardzo znaczny. […] Jest więc oczywiste, że teoria idei nie mogła być poziomem wytłumaczenia ostatecznego. »Wielość« rzeczy zmysłowych da się wytłumaczyć przez »wielość« bytów inteligibilnych; ta jednak z kolei, właśnie dlatego, że jest »wielością«, potrzebuje dalszego wytłumaczenia; w konsekwencji narzuca się konieczność wejścia na drugi poziom uzasadnienia metafizycznego. […]

Podwójny poziom uzasadnienia metafizycznego opiera się na następującym rozumowaniu. Jak sfera wielości rzeczy postrzeganych zmysłami zależy od sfery idei, tak sfera wielości idei zależy od następnej sfery rzeczywistości, z której wywodzą się idee; ona dopiero jest sferą najwyższą i pierwszą w sensie absolutnym. Sferę tę stanowią pierwsze zasady (są nimi Jedno i nieokreślona Diada, o których zaraz powiemy). Wiemy już, że Platon nazywał je wyraźnie τᾱ ᾰϱχα και πϱὦτα, i właśnie z tej racji proponujemy, aby naukę, która się nimi zajmuje (wykład o pierwszych zasadach) nazwać protologią.

Nauka ta zawiera uzasadnienie ostateczne, ponieważ tłumaczy, jakie są zasady, od których pochodzą idee (które z kolei wyjaśniają pozostałe rzeczy) i dlatego dostarcza wyjaśnienia całości istniejących rzeczy.[…]

Powiedzieliśmy wyżej, że naczelnym zagadnieniem metafizycznym dla Greków był problem: »dlaczego istnieje wielość« albo »dlaczego i jak z Jednego wywodzi się wielość?« Nowość, jaką wnosi Platon na poziomie protologii, polega właśnie na próbie radykalnego i ostatecznego »uzasadnienia« wielości w ogóle przez odwołanie się do zasad Jednego i nieokreślonej Diady oraz ich bipolarnej (dwubiegunowej) struktury

»Diada« lub »nieokreślona Dwoistość« nie jest oczywiście liczbą »dwa«, tak samo jak Jedno pojęte jako zasada nie jest liczbą »jeden«. Obydwie te zasady mają status metafizyczny, są zatem meta-matematyczne. Podkreślmy szczególnie, że »Diada« jest zasadą i źródłem wielości bytów. Jest ona pojmowana jako dwoistość tego co wielkie-i-małe w tym sensie, że jest nieskończoną wielkością i nieskończoną małością, gdyż jest ukierunkowaniem ku temu co nieskończenie wielkie i nieskończenie małe. To właśnie ze względu na tę dwoistość ukierunkowania (nieskończenie wielkie i nieskończenie małe) nazywa się ją »Diadą nieskończoną« lub »nieokreśloną« i w konsekwencji bywa określana jako dwoistość tego, czego jest dużo-i-mało, więcej-i-mniej, co jest większe-i-mniejsze i jako strukturalna nierówność.
Przy użyciu terminologii bardziej precyzyjnej i technicznej, mimo że Platon się nią wyraźnie nie posługuje, moglibyśmy powiedzieć, że Diada jest swego rodzaju »materią inteligibilną«, przynajmniej na najwyższych poziomach bytu (to znaczy z wyłączeniem sfery kosmologicznej, gdzie jak zobaczymy – Diada staje się materią zmysłową). Jest ona wielością nie-zdeterminowaną i nie-określoną, która spełniając funkcję substratu dla działania Jednego, wytwarza wielość rzeczy we wszystkich jej postaciach. Jest więc zasadą nie tylko wielości horyzontalnej, lecz także hierarchicznej gradacji rzeczywistości. Problem, od którego wyszliśmy, rozwiązany zostaje w taki sposób: mnogość, różnorodność i gradacja bytów bierze się z działania Jednego determinującego przeciwstawną zasadę Diady, która jest wielością niezdeterminowaną. Dlatego też obydwie zasady są równie pierwotne. Jedno nie miałoby mocy twórczej bez Diady, chociaż pod względem hierarchii stoi wyżej od Diady. Dla ścisłości należałoby powiedzieć, że mówienie o dwu zasadach byłoby samo w sobie nieprecyzyjne, gdyby »dwa« rozumieć w sensie arytmetycznym. Liczby bowiem są późniejsze od zasad i z nich się wywodzą, dlatego można je odnosić do zasad tylko i wyłącznie w sensie metaforycznym. Trzeba będzie zatem mówić o dwóch zasadach, rozumiejąc słowo »dwa« w sensie pierwowzoru. W tym wypadku lepiej byłoby mówić nie o dualizmie, ale o »polaryzmie« lub »bipolaryzmie« (biegunowości lub dwubiegunowości), jako że jedna zasada strukturalnie domaga się drugiej.

Tyle z Realego. Jak możemy dostrzec, platońska Diada odpowiada za regulację stopnia partycypacji różnych rzeczy w ideach, zatem też za ich różnorodność i wielość. Dzięki swemu niezdeterminowaniu jest ontycznym matecznikiem wolności w ogóle, a z tego powodu świetnie nadaje się na symboliczną patronkę Zakątka, którego autor chętnie będzie poruszał się w okolicach około-metafizycznych i wolnościowych, afirmując spuściznę tej zasady.

O Zakątku:

Cóż, sam zamiar założenia tego bloga przejawiałem już w okolicach października, kiedy to zdecydowałem się napisać tekst o indywidualistycznym propertarianizmie dla liberalis.pl. Podczas pracy nad nim, zauważyłem jak bardzo, dotychczas pochłoniętemu rozmowami na forach dyskusyjnych, tudzież innych komentarzach albo gościnnie u kogoś na blogu, brakowało mi własnej przestrzeni dla moich myśli, które wreszcie nie byłyby wyrażane responsywnie i resentymentalnie – w ramach natychmiastowej odpowiedzi na czyjąś wypowiedź, dopasowywanych do wyobrażenia o osobie i sposobie w jaki najlepiej do niej trafić, ale snute we własnym tempie, zgodnie z ich charakterem, krążące znanymi tylko mnie meandrami, a może nawet wyrażone z właściwą mojej osobie manierą.

Z racji tego, że „W obronie suwerenności właściciela…” miał być tekstem ostatecznie podsumowującym mój stosunek do libertarianizmu jako spadkobiercy myśli liberalnej czy też wolnościowej w ogóle, rozpoczętym od sprecyzowania jej istoty i naprostowaniem w miejscach, w których ta idea się od niej oddalała, pozwoliłem sobie na bardziej czasochłonną i szerszą formę wypowiedzi. A kiedy już sobie na nią pozwoliłem, uznałem, że powinienem był zrobić to już dawno temu i z całą pewnością, koniecznie muszę powrócić do niej w przyszłości.

Zdecydowałem więc, że nadszedł w końcu czas, by o ważnych dla siebie sprawach mówić po swojemu. Pozwolić sobie na szersze rozwinięcie swojej myśli, na subiektywistyczne wizjonerstwo, ale też rzucić ekshibicjonistycznie Czytelnikowi narcystyczny kłębek włóczki, aby się w tym labiryncie nie zagubił, a z czasem dostrzegł i zrozumiał moją perspektywę, może nawet dojrzał w niej jakąś istotną dla siebie wartość. Chyba mam już zwyczajnie dość dialogowania.

Można więc powiedzieć, że w zamierzeniu Zakątek jest miejscem, w przeciwieństwie do internetowego forum, pustelniczym. Takim, w którym się zwalnia i odcina od reszty świata. Nie przewiduję tu wiele miejsca dla wydarzeń bieżących, które łatwo tracą zdatność do spożycia. W ogóle dla jakichkolwiek wydarzeń. Stawiam na sprawy poza czasem, bo tylko takie są w stanie opierać się modzie.

Życzę wszystkim przyjemnej lektury. A sobie? Chyba tylko by być inspirującym, zarówno dla swoich Czytelników jak i siebie samego.

FatBantha