Wolność jest relacją

Jeśli przyszłoby Wam wolności szukać, to znaleźć możecie ją pomiędzy tym wszystkim, co zachowuje swą tożsamość…

Czasem bywa tak, że mamy coś pod samym nosem, a mimo to, tego nie dostrzegamy. Toczymy spory, korzystając z intelektualnych konstrukcji rozumianych przez siebie w niewielkim jedynie stopniu. Nie zdając sobie do końca sprawy z ich charakterystyki i właściwości, wyprowadzamy z nich jakieś implikacje. Na ogół nie odpowiadamy na tytułowe pytania, pomijając całkowicie kwestie ontologiczne, a gładko i pragmatycznie przechodzimy do tego co interesuje nas najbardziej — uzusu. To norma: ludzie potrafią policzyć pole prostokąta, określić wysokość drzewa bez jego mierzenia, na podstawie jedynie cienia jakie rzuca, jednym słowem: wykorzystać jakąś zdobytą wiedzę z zakresu geometrii, chociaż niewielu z nich zajmowało się pewnikami Euklidesa. Prosty człowiek mnoży a razy b i już wie, że ma tyle a tyle powierzchni, na której ziemniaki posadzi czy farbą pomaluje. To, czy każdy odcinek można przedłużyć uzyskując prostą, czy nie każdy — interesuje go mniej bądź wcale. Póki obliczenia się zgadzają, jest dobrze i nie ma sensu drążyć tematu.

Z rozmowami o polityce, ustrojach, władzy i wolności jest bardzo podobnie. Przejmujemy gotowe słowa, uznajemy, jakieś ich znaczenia i żonglujemy nimi jak popadnie. Póki utrzymujemy się w społecznej ortodoksji i zgadzamy z pozostałymi ich użytkownikami — nie ma sensu drążyć tematu. Jeśli jednak wykroczymy poza nią, osiągniemy jakieś nietypowe wnioski, wzbudzając nimi konfuzję, zadziwienie i niedowierzanie, wtedy sytuacja zmusi nas do poważnego zastanowienia. Coś skłoniło nas do powiedzenia tego, cośmy powiedzieli. Na czymś się przecież opieraliśmy, gdyśmy tak mówili, a nie inaczej. Musieliśmy przyjąć jakieś ukryte założenia, jakich pozostali nie poczynili i dlatego po drodze do swoich konkluzji, ostatecznie ich pogubiliśmy albo przestaliśmy odnosić się do tego samego przedmiotu. Należy więc rozstrzygnąć tę kwestię jako pierwszą. To jednakże najlepiej uczynić na polu ontologii, a nie filozofii polityki, która jest wobec niej dyscypliną wtórną. Być może gdybym wcześniej zdecydował się na taki krok, moje teksty szybciej zyskałyby na jasności i przejrzystości.

1. Relacyjny charakter wolności i jego podstawowe następstwo.

Kluczem do rozszyfrowania mojego mętnego, gdzieniegdzie, przesłania, zrozumienia dążeń do specyficznie postrzeganego ideału organizacji społecznej, wyborów politycznych, jest uznanie, że wolność — każda wolność jest relacją. To w zasadzie stanowi podstawę do zapowiadanego przełomu narracyjnego. Zamiast patrzeć na palec, spojrzymy na to, co on wskazuje. Obojętnie czy na tapetę weźmiecie wolność negatywną (wolność od), czy pozytywną (wolność do), to co powinno zwrócić Waszą uwagę to te wytłuszczone teraz przyimki. Zajmując się tematem wolności spotykamy się z nimi nieustannie i prawdopodobnie po części z tego powodu, tracimy czujność i nie przywiązujemy już do nich większej uwagi. Tymczasem odpowiedź leży właśnie w gramatyce, która zakłada już pewne ontologiczne rozstrzygnięcie: nie możemy mówić sensownie o jakiejkolwiek wolności, bez uznania jej relacyjnego charakteru. Nawet jej najbardziej immanentne ujęcia w postaci pojęć takich jak autonomia czy potencja, zdające się być zespojone całkowicie z opisywanym przedmiotem, jako jego cecha czy też pewna możność, zawierają w sobie milczące, ale jednak rozpoznawalne odniesienia do tego, co znajduje się poza tym przedmiotem. Gdyby założyć, że poza nim samym niczego innego nie ma, nie jest możliwe, nieosiągalny jest żaden odmienny stan w jakim może się ten przedmiot znajdować, oba znaczenia straciłyby jakikolwiek sens i stały się zbędne. Jeśli go utrzymują, to tylko powodu istnienia czegoś poza przedmiotem nimi określonym, co pozwala na zachowanie ich relacyjnego kontekstu.

W porządku, niech sobie wolność będzie relacją – powiecie – i co z tego? Przecież to truizm, banał i co z niego miałoby wyniknąć, gdzie tu przełom?

Odpowiem więc: przełom osiągnięcie, dostrzegając sposób istnienia relacji. Relacje są bowiem nietypowymi przedmiotami — nie istnieją samoistnie i samodzielnie. Jak mimochodem zdążyłem wspomnieć powyżej, potrzebują dla siebie odniesienia. Biegną skądś, dokądś. Od jednego punktu, jaki możemy wyszczególnić w bycie, do kolejnego. Łączą sobą coś z czymś. Pośredniczą. Rozpościerają się między przedmiotami — tam właśnie należy ich szukać: pomiędzy.

Spostrzeżenie to ma niebagatelny ciężar gatunkowy i ono właśnie stanowi o przełomie. Za jego pomocą jesteśmy w stanie uświadomić sobie, że jeśli wolność jest w swej istocie relacją (a nic nie wskazuje na to, żeby nie była), istnieć może tylko wtedy, gdy istnieje także coś, na co może być ukierunkowana. To twierdzenie jest zdaniem logicznie koniecznym — wynika z przyjętych założeń i należy uznać je za wiedzę a priori. Dzięki niemu uzyskujemy także pewny wgląd w warunki konieczne zaistnienia wolności. A to już całkiem sporo, bo pozwoli nam odrzucić te sądy, które zakładają, że pozbycie się czy wyeliminowanie pewnych przedmiotów ze świata, sprawi, że stanie się on tym samym bardziej wolnościowy. W świetle tego, co powiedzieliśmy jest to niemożliwe, bo usunięcie jakiegoś elementu ze świata, jest jednocześnie unicestwieniem możliwego przedmiotu odniesienia dla relacji, która odtąd nie będzie mogła do niego biec.

Skoro wolność jest relacją, a relacje mogą znajdować się jedynie między innymi przedmiotami i w swym bytowaniu są od nich zależne, ich liczba będzie w ogromnym stopniu zależna od liczby samych przedmiotów. Wolności możemy mieć zatem co najwyżej tyle, ile przedmiotów będzie nam dostępnych, bo tylko z nimi możemy ją wiązać i do nich odnosić. I to właśnie było moim, nie do końca uświadomionym, punktem wyjścia przy poszukiwaniu najbardziej wolnościowej propozycji politycznej. Uznając intuicyjnie tę ontyczną konieczność, zrozumiałem, że aby sformułować co sobie zamierzyłem, będę musiał celować jednocześnie w [propozycję] zakładającą świat najbogatszy w rzeczone punkty odniesień — przedmioty. Ponieważ wiele spośród nich zaistnieć może jedynie dzięki i poprzez ludzką twórczość, jest to także świat, w jakim dostępnych jest najwięcej działań (które też, możemy uznać za jakieś przedmioty, bo i one mają jakąś tożsamość), za pomocą których przedmioty te urzeczywistnimy. Indywidualistyczny propertarianizm jest więc niczym innym, jak próbą przeniesienia tych ontologicznych oczywistości na grunt filozofii polityki. Stąd bierze się jego panarchistyczny rys: za każdą formą ustrojową stoi jakiś unikalny dla niej katalog czynów (a także ich braków). Aby więc urzeczywistnić je wszystkie, należy dopuścić wszystkie możliwe formy rządów.

2. Intencjonalność i jej brak.

»Wolność uczy jedynie: oderwijcie się, uwolnijcie od tego, co uciążliwe; nie uczy Was tego, czym sami jesteście. Precz! Precz! – brzmi jej hasło; a Wy, żarliwie posłuszni jej wołaniu, pozbywacie się nawet Was samych […] Pod egidą wolności odrzucacie przeróżne rzeczy, ale niewolą Was coraz to nowe: „Złego pozbyliście się – a zło pozostało”. Jako swoi właśni odtrącacie rzeczywiście Wszystko, a to, co się ostało, zaakceptowaliście sami, taki był wasz wybór i upodobanie.«

„Jedyny i jego własność” Max Stirner

Oczywiście to prawda. Lecz, jak już wiemy, by móc powiedzieć czemuś „Precz!”, to musi najpierw być. Jeśli bowiem by nie było, nie można byłoby się do tego odnieść — zwłaszcza, poprzez odrzucenie tego. Gdybyście nie mieli żadnego przedmiotu odniesienia, czemu powiedzielibyście „Precz!”? Jednak oprócz wychwycenia samej relacyjności wolności w tym cytacie, naszą uwagę powinno zwrócić coś jeszcze bardziej subtelnego. Intencjonalność wolności, oparta na znajomości danego przedmiotu. Rzecz jasna, nie możemy powiedzieć „Precz!” temu, co nie istnieje. Ale także nie poprowadzimy tej relacji do czegoś, z czego obecności nie zdajemy sobie sprawy, choćby to nawet i istniało. Jeżeli nie potrafisz czegoś opisać, określić, scharakteryzować czy chociażby wskazać i leży to poza zasięgiem Twojej percepcji, nie jesteś też w stanie tego świadomie odrzucić. Zdolność rozpoznawania przedmiotów przez podmiot wpływa więc na jego możność aktywnego wytyczania do nich jakichkolwiek relacyjnych ścieżek.

Należy jednak zauważyć, że nie każda wolność musi być ukierunkowana na przedmiot intencjonalny, bo relacja bycia wolnym od czegoś nie zawsze wynika z naszej decyzji, jaką moglibyśmy się do tego odnieść. Czasami jest po prostu wynikiem określonego stanu świata, w jakim przychodzi nam żyć. Rozpatrując wątek naszych ograniczeń poznawczych należy już na początku zaznaczyć, że już sama śmiertelność kreśli jedno z najbardziej zasadniczych: nie jesteśmy w stanie za życia odnieść się do tożsamości przedmiotów powstałych po naszej śmierci. I żeby tylko! Śmierć możemy uznawać za najtwardszą granicę, ale już sama czasowość jest krępująca. W tej chwili nie są dostępne nam do oglądu nawet te przedmioty, których urzeczywistnienia dożyjemy, bądź też tych, z jakich obecności nie zdajemy sobie sprawy, ale zrobimy to w przyszłości. Siłą rzeczy jesteśmy z nimi wszystkimi powiązani relacjami: w żaden sposób nie musimy się od nich emancypować, bo wolni od nich jesteśmy już przed podjęciem jakichkolwiek działań. Jesteśmy wolni od doświadczeń i dokonań przyszłych pokoleń; ich wynalazków, dzieł sztuki, sposobów ujmowania świata, określanych i osiągniętych celów oraz konsekwencji z nich wynikłych. Nie jesteśmy jednak wolni od stanu negacji tych wszystkich nieznanych nam przedmiotów, w jakim jesteśmy zanurzeni w ten konieczny sposób nazywany rzeczywistością czy teraźniejszością. Niewątpliwie ludzie żyjący przed wynalezieniem pestycydów byli wolni od nich i skutków ich używania. Nie zdarzały się przypadki zatrucia nimi, nie niszczono za ich pośrednictwem zastanych ekosystemów. Z drugiej jednak strony, nie byli oni wolni od tego, co wiązało się z ich brakiem: epidemii i pomoru bydła, zwiększonej śmiertelności wśród ludzi.

Stąd, chociaż definitywne unicestwianie przedmiotów może wydawać się początkowo dobrą metodą zdobycia absolutnej wolności [od nich i ich egzystencji], sumarycznie jest oddawaniem się w podobną niewolę ich równie licznym „negatywom” [i konieczności ich egzystencji] — wszakże: »odrzucacie przeróżne rzeczy, ale niewolą Was coraz to nowe: „Złego pozbyliście się – a zło pozostało”«. Za każdym* przedmiotem stoi negacyjne przeciwieństwo w postaci jego braku, także zachowującego swoją tożsamość. W jednym miejscu, w tym samym czasie nie mogą być urzeczywistniane przedmioty wzajemnie się wykluczające. Jeśli więc już w szerszym zakresie (w wielu miejscach, bądź w innym czasie) jakiś przedmiot jest możliwy, ale nie jest konieczny, możliwe jest też występowanie jego „negatywu”. Natomiast jeżeli przedmiot jest nie tylko możliwy, ale i konieczny, dla jego braku nie ma już miejsca w tym zakresie, konieczność go wyklucza. Optymalną dla wolności jest sytuacja, w której nie mamy więc do czynienia, ani z koniecznością występowania danego przedmiotu, ani z koniecznością występowania jego braku, a kiedy oba z nich są możliwe i dzięki temu dostępne jako (intencjonalne) punkty odniesienia dokonywanego przez podmiot.

Za uproszczony model Bytu możemy uznać popularną dziecięcą zabawkę: sorter kształtów. Pudełko z wyciętymi sylwetkami brył i drewnianymi klockami do umieszczenia w odpowiednich otworach. Po nabraniu wprawy ;) większość, jeśli nie każdy z nas, nie będzie miała trudności w odróżnieniu od siebie różnych otworów, poszczególnych klocków i wreszcie konkretnych klocków od danych otworów. Innymi słowy, będziemy zdolni wyłonić jakości, cechy i wreszcie tożsamości przedmiotów, nie myląc żadnego z nich z pozostałymi, tak pozytywnych, jak i negatywnych. Byt to całość wszystkich tych elementów, wzajemnie wobec siebie komplementarnych.

Z przedmiotami negatywnymi, w postaci braków, mamy jednak pewien problem — najłatwiej dotrzeć nam do nich kontekstowo, wychodząc początkowo od tożsamości przedmiotów pozytywnych. Nie jesteśmy zdolni rozpoznać nieobecności słonia, jeśli nie wiemy czym słoń jest. A skoro tak, nie zdamy sobie nawet sprawy, że w danym momencie nie jesteśmy wcale wolni od jego negacji i ona nam jakkolwiek doskwiera. Podobnie nie jesteśmy w stanie rozpoznać nieobecności wynalazków wyprzedzających naszą epokę czy nie napisanych jeszcze poematów. One są, po prostu kiedy indziej i przez to dla nas niedostępne.

3. Twórczość i wolność.

Uznawszy relacyjny charakter wolności i jej zależność od innych przedmiotów, a także biorąc poprawkę na to, iż część z nich stanowi specyficzną klasę — artefaktów, dostrzeżemy jak znaczącą rolę w istnieniu wolności pełni świadomość, nie tylko już samej realnej ich obecności, lecz nawet samej tego możliwości. Artefakty, czyli pochodne człowieka, powstać i tym samym ujawnić się mogą tylko przy znaczącym i na ogół, celowym jego udziale. Racja dostateczna ich egzystowania po części leży także w nas. Każdy znany nam wynalazek wynika wprost z naszych cech, zdolności a przede wszystkim — ograniczeń; mają je dla nas przekraczać. Maszyny na ogół potęgują biegłości, jakimi jesteśmy już do pewnego stopnia obdarzeni. Każda z nich jest rozszerzeniem czy przedłużeniem nas samych. Podobnie jest ze sztuką, poprzez którą przejąć możemy przynajmniej po części sposób postrzegania innych czy udzielające się im emocje — jej formy zależą przecież już w prostej linii od właściwości nas samych i naszych zmysłów, przez jakie ją odbieramy, treść natomiast od tego co jawi się we wnętrzach.

Istotne jest jednak to, że artefakty powstają w efekcie ludzkiego działania. A działanie jest abstrahowaniem od stanu obecnego na rzecz jakiegoś pożądanego, upatrzonego czy wyobrażonego sobie, ale co najważniejsze — nierzeczywistego. Mówiąc Stirnerem, jest powiedzeniem „Precz!” temu, co tutaj i teraz. Odrzuceniem rzeczywistości w tej zastanej postaci — uwolnieniem się od niej. Kto cokolwiek tworzy, ten neguje negację. Negację tego, czego do tej pory nie znano. Wydobywa ten przedmiot na powierzchnię, umożliwia dostęp do niego tym, co nigdy sami by do niego nie dotarli, uzmysławiając wcześniejszą możliwość jego istnienia. Twórczość wiąże się z wolnością w ogromnym stopniu. Bardzo często stanowi wręcz jej najpotężniejsze symboliczne przedstawienie. Nieprzypadkowo. Aby tworzyć trzeba być już do jakiegoś stopnia wolnym, a jednocześnie w efekcie swego działania otwiera się możliwość wytyczania kolejnych relacji wolności przez innych, do tej pory nieświadomych odniesienia jej w stosunku do wytworzonego przedmiotu. Twórca pełni prometejską rolę, ukazując tożsamość tego, co było możliwe, ale wcześniej niedostrzegane. Dzięki niemu, wytyczającemu ten nowy punkt orientacyjny, kolejni mogą dokonywać dalszych przekształceń, wybrać część jego jakości, inspirować się nimi i powiązać je z innymi, osiągając nowe przedmioty i umożliwiając uświadomienie sobie ich „negatywów”. Między którymi będzie można, znowuż, poprowadzić intencjonalnie relacje — w tym wolności.

4. Ta, co umożliwia zachowanie tożsamości i podtrzymuje istnienie?

Wolność jest relacją. Rozpościera się między przedmiotami i tylko tam możemy ją znaleźć. Zwykliśmy o niej mówić, gdy spotykamy się z wyborem, dostrzegamy ją między członami alternatywy, zawartą w modalności. Zaklętą w twórczości czy w ogóle jakimkolwiek działaniu, jako że ono jest negowaniem tego, co aktualnie rzeczywiste. Wiążemy ją ze zmianą, ruchem, bo bez niej by ich nie było. Kojarzymy z pluralizmem, wielością, różnicowaniem, bo tylko w takim otoczeniu może wystąpić i przy naszym udziale takowe jeszcze bardziej potęguje, potęgując z naszego punktu widzenia i samą siebie. Wplatając w tym tekście cytat ze Stirnera, wyszedłem od wolności jako czegoś ludzkiego, a w każdym razie dostępnego świadomym podmiotom, tym co odrzucają i decydują, co chcą odrzucać. Na tym dynamicznym aspekcie najczęściej się skupiamy, na nim nam najbardziej zależy, z nim obcujemy najczęściej, zwłaszcza gdy uprawiamy filozofię polityki i określamy się mianem wolnościowców.

Ale rola wolności może okazać się tak naprawdę dużo bardziej fundamentalna, jeśli zajmiemy się jej aspektem, nazwijmy to, pasywnym. Powiedzieliśmy, że relacje nie mogą istnieć bez przedmiotów odniesień, jak i podmiotów, od których są odnoszone. Ale może jest tak, że wszystkie te elementy są wzajemnie dla siebie komplementarne, czyli same nierelacyjne przedmioty również nie mogą istnieć bez relacji, jakimi byłyby wiązane, w tym tą dla nas najistotniejszą — wolnością. I sądzę, że tak właśnie jest.

p <=> p

Zasada tożsamości. Banał, prawda? Ale co właściwie oznacza tożsamość? Co znaczy być p? Na tożsamość przedmiotu składa się jakaś treść. W tej treści zawiera się często zestaw odniesień do innych przedmiotów, prostszych, czasem już nieredukowalnych, jakichś właściwości. Być p to zachowywać właśnie tę unikalną dla p treść. Być p, to jednocześnie nie być pozostałymi literkami alfabetu, zachowującymi swoją, różniącą się od treści p, treść. Być p to mówić „Precz!” wszelkim treściom innym niż tej jednej, przynależnej sobie. Być p to być wolnym od właściwości innych niż swoje. Istnieć znaczy zachowywać swą tożsamość. Żeby zachowywać swą tożsamość, trzeba opierać się zmianie i wpływowi innych treści: być od nich wolnym. Być p oznacza więc także: wchodzić w określony, charakterystyczny dla siebie układ relacyjny z pozostałymi przedmiotami. Znajdować pokrewieństwa i bliskie sąsiedztwo z tymi o podobnej treści, znacząco różnić się od innych, mieć jakąś swą całkowitą negację.

Bez wolności, zarówno tożsamość jak i jej utrzymywanie stają się niemożliwe. Jest więc ona relacją kluczową dla bytu, byt podtrzymującą. Stanowi pewien stelaż rozdzielający przedmioty od siebie, sprawiając, że wzajemnie się określają przez to, czym nie są, przez zajmowanie odpowiedniej pozycji względem pozostałych. Usuń wolność, zniweczysz też możliwość jakiejkolwiek różnicy, nic nie będzie miało środka, do zachowania swojego kształtu, bo utrzymywać tożsamość to abstrahować od cech innych niż swoje. Jeśli przyszłoby Wam wolności szukać, to znaleźć możecie ją pomiędzy tym wszystkim, co zachowuje swą tożsamość…

Po napisaniu tekstu wklepałem w wyszukiwarkę „relacyjny charakter wolności” i znalazłem tekst Jana Krokosa. Trochę posmutkowałem, że nie okazałem się być tak oryginalny, jak wydawało mi się, że będę, nawet wśród ludności polskojęzycznej. Z drugiej strony, cieszę się, że nie jestem jedynym dostrzegającym te rzeczy. Autor „O prawdzie i wolności” nie skupia się tyle na ontycznych konsekwencjach relacyjności wolności (chociaż bywa tego bliski), nie doszukuje się też tak głęboko roli wolności, jak uczyniłem to ja, więc nie jestem aż do tego stopnia epigonem, jak sądziłem, że mogę być, gdy zacząłem czytać, co miał do powiedzenia w czasach, gdy ja chodziłem do podstawówki. W pewnych kwestiach z ks. Krokosem się nie zgadzam. Nie mam pojęcia co chciał powiedzieć, mówiąc, iż jedynie przez analogię można przypisywać wolność bytom nieosobowym. Wolność jest już do nich przypisana, bez żadnego naszego wkładu, co mam nadzieję, pokazałem w ostatnim punkcie tego wpisu. Pewnie jakieś personalistyczne koszałki-opałki, później się nad tym zastanowię. W każdym razie, zamieszczam linka, bo może w wolnym czasie będziecie się chcieli zapoznać i z tamtym tekstem.

Wersja offline – PDF

Jednym z większych tryumfów myśliciela jest uświadomienie sobie przez niego jego własnych ukrytych założeń. Tym tekstem się z nimi uporałem, więc w nagrodę sobie puszczę „Awaken”, bo Anderson coś tam śpiewał o „workings of man”, jest więc w temacie.

 No i może coś Focusa, bo trzeba było zachować skupienia troszku i jestem mniej więcej w takim nastroju.

Reklamy

7 thoughts on “Wolność jest relacją

  1. Bez wolności nie ma tożsamości, nie ma różnicy. Tożsamość – jej zakres – wpływa na objętość wolności ? „Ile waży” wolność kubka do kawy i moja?
    Im więcej mam relacji z przedmiotami – tym bardziej jestem bytem wolnym?
    Chyba bardziej wolnym jest ten kubek nie ulegający wpływowi innych treści niż podmiot osobowy ?! Czy to w zasadzie tylko myk świadomości, bo wolność w czasoprzestrzeni wszystkiemu po równo dana – bo chyba wszystko jest implikacją pierwszej relacji od – do.

    To muszę, kuźwa, jeszcze raz przeczytać. Kapitalny tekst.

    • Cóż, mogę powiedzieć… Relacyjność jest ojczyzną transcendencji – stąd wiedziałem, że tekst będzie miał szansę przypaść Ci do gustu. ;)

      Co się tyczy licytowania się na bycie bardziej wolnym, to nie sądzę, aby miało jakiś większy sens. Temat można byłoby ugryźć wychodząc od analizy unikatowości. Skoro tożsamość opiera się na pewnej formie wolności, przedmioty unikatowe cechowałyby się jakimś szerszym zakresowo haecceitas, byłyby też wolne od większej liczby właściwości przejawianych przez inne, popularniejsze przedmioty, ale nie byłyby wolne od negacji tych właściwości, więc powiedziałbym, że ostatecznie wszystko jest wolne w tym samym stopniu, tylko po prostu od czego innego, bo i czym innym jest. Coś jak u Leibniza, gdzie w pojedynczej monadzie odbija się cały świat. Tylko tutaj działa to na zasadzie negacji.

      Im więcej mam relacji z przedmiotami – tym bardziej jestem bytem wolnym?

      Niekoniecznie, bo są różne relacje, a wolność jest jedną z nich. Wyróżnioną przeze mnie, ale nie jedyną. Równie dobrze mogłabyś być powiązana relacjami władzy czy poddaństwa z tymi przedmiotami i wtedy niekoniecznie byłabyś wolna. Przynajmniej jeśli mówimy o aspekcie dynamicznym.

      W każdym razie istnienie wielu przedmiotów otwiera możliwość intencjonalnego wytyczenia do nich relacyjnych ścieżek. A czy będą to relacje władzy, wolności, miłości czy czegokolwiek innego – to Twoja sprawa. :)

  2. Słucham Awaken… to jest mega energetyczne, wznoszące, chorał dobrego smaku z początku XXI wieku:), i tak myślę o tym co napisałeś o ograniczaniu wolności w zderzeniu, zanurzaniu się w innych relacjach. Wolnym w aspekcie świadomości trzeba tylko chcieć być. Truizm, ale wymagający pracy i ryzyka. Wytyczać relacyjne ścieżki może swobodnie ( nie ulegając) tylko tożsamość zdająca sobie sprawę ze swej unikatowości. Wolnym można być w więzieniu. :)

    A co da mi Focus? Oooo … średniowiecze się śmieje.
    Byłam parę godzin temu na warsztatach z zakresu bycia empatycznym i asertywnym. Przyszło mi określać cechy osobnika uległego, określiłam go tożsamością o małym potencjale do wolności, ale realizującym swoje cele, wobec którego należy stosować pozytywną manipulację, która sprawia, że pozwoli ” trzymać swoją dłoń w mojej” – podobało się, a jeszcze bardziej moja ( Twoja:) definicja wolności, dochodzenia do niej. Nie wiem czy dotarło, ale próbowałam.
    Focus daje popalić. Szalejący układ neuronów. Ty się przy tym skupiasz? Mnie teraz wprost gna do ruchu. :)
    Oooo fraza oddechu, dzięki za wszystko.

    • ewa:

      Wolnym można być w więzieniu. :)

      Do jakiegoś stopnia, z pewnością. Pytanie tylko, czy do satysfakcjonującego? Gdy jesteś zamknięta w skrzyni i możesz ruszyć jedynie palcem u nogi też jesteś wolna – i pasi Ci to?

      Focus daje popalić. Szalejący układ neuronów. Ty się przy tym skupiasz? Mnie teraz wprost gna do ruchu. :)
      Oooo fraza oddechu, dzięki za wszystko.

      Nie ma za co – i tak bym to napisał. ;)

      Daje popalić, daje. Całe „Moving Waves” jest zacnym albumem. Z tej płyty pochodzi mój ukochany „Le Clochard” czy też to, z czego oni są kojarzeni, jeżeli w ogóle są – „Hocus Pocus” I nie, nie skupiam się przy tym, ale ten utwór po prostu stanowił najlepszą ilustrację samej położniczej pracy przy tym tekście, w końcu erupcja… ;)

  3. :) Stoicyzm zawsze pomaga. No nie chcę o banalnej łupinie orzechu, w której zamykamy nasze światy, tu marudzić, bo to motyw zgrany od Szekspira do mdłości.
    Pewnie że nie. Ale lepiej świadomość wolności mieć niż jej nie mieć – szczególnie za kratami.

    Dziękuję, bo wcześniej tej muzy nie znałam, i choć przypadkowo;) mnie trafiło „światło” tekstu i dźwięków, tzn. niezależnie od Twych intencji, to za rzeczy dobre, za relacje satysfakcjonujące zwykłam cicho lub głośno dziękować.
    To jakaś wolność, nie? ;)

    • Ach, no w takim wypadku nie musisz się krępować – przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.

      No wiesz… napisałaś komentarz i to zawsze jakiś kolejny przedmiot na tym blogu. Dzięki temu jako admin mogę powiedzieć mu „Precz!” i usunąć, gdybym zechciał. To zdecydowanie jakaś wolność.

      Ale niech sobie jest. Wszystko.

  4. Posłać w niebyt relację? Znika, kiedy całkowicie wyparuje z pamięci – ale to ułuda wszak. Nie negacja. :)

    Satysfakcjonujące relacje z wolnością( w wolności)? Zaczęli cynicy. Trzeba mieć „mocną” tożsamość.

Odpowiedz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s