O Jedynej Metaforze i eksploracji przestrzeni wiedzy

– Ta Jedyna, by rządzić wszystkimi, ta Jedyna, by wszystkie odnaleźć,

Ta Jedyna, by zebrać je wszystkie. Metafora wszelkich metafor. –

~parafraza Tolkiena~

My, ludzie zwykliśmy nazywać nasze otoczenie światem. W świecie żyjemy, w świecie działamy. Z racji tego, że świat większości jawi się jako trójwymiarowa przestrzeń + czas, oraz naszych predyspozycji i konstytucji fizycznej, już samej ograniczoności zmysłów, które mają jakiś określony zasięg, poza którym są bezużyteczne, aby poznawać zjawiska w tym świecie, musimy go przemierzać. W nawigacji po nim, pomocne są różne narzędzia. Nie będę jednak omawiał w tym momencie technologii GPS, a wspomnę o czymś znacznie bardziej prostym, dużo lepiej działającym na wyobraźnię i wreszcie pomocnym w zawiązaniu, istotnej dla mojego przekazu, analogii: o kompasie, busoli, a raczej części ich „interfejsu”, jaką jest ich „cyferblat” ze stopniową podziałką – różą wiatrów.

Co widzę w niej tak godnego uwagi? Niezwykle sugestywnie uzmysławia, że z jej centralnego punktu i jednocześnie miejsca, w którym się znajdujemy, można wyznaczyć bardzo wiele ścieżek, nawet tak niezłożonych jak linie proste (upraszczam, wiem, że Ziemia nie jest płaska). I w ogóle, jeszcze bardziej prozaiczną myśl, że świat ma wiele geograficznych stron i jest w miarę ciągły, dzięki czemu umożliwia poruszanie się w tych wszystkich kierunkach. Generalnie więc, możemy sobie wyobrazić, że nawet gdybyśmy nie zmieniali kierunku i szli ciągle na jeden, wybrany przez siebie azymut, w swym poznaniu zjawisk mających miejsce w świecie, wykroilibyśmy z niego pewien pas, którego reszta byłaby nam nieznana. I możemy sobie wyobrazić, że takich pasów moglibyśmy wykroić znacznie więcej – 360, jeśli nie bylibyśmy zbyt drobiazgowi, by decydować się na używanie np: minut kątowych. I każdy z tych 360 pasów, różniłby się od pozostałych – w niektórych brakowałoby pewnych wrażeń, następujących po sobie w innych, w części kolejność ich następowania byłaby zmieniona, itd. Nie sądzę, abym musiał się nad tym dłużej rozwodzić – mniemam, iż Czytelnicy odbyli przynajmniej jedną podróż i zdają sobie wystarczająco dobrze sprawę, o czym piszę.

Fizyczny świat jest czymś, czemu poświęcamy mnóstwo czasu i energii. To na nim, na początku swojego istnienia skupiamy cała naszą uwagę (patrz: okres sensoryczno-motoryczny w koncepcji rozwoju poznawczego J. Piageta), a z racji tej jego ‚pierwotności’ i bliskości, ma on olbrzymi wpływ na nasz sposób postrzegania, nawet tych przedmiotów, które do niego nie należą.

Metafora świata przedmiotów inteligibilnych.

Jak sądzę, z racji przyzwyczajenia do kategorii jakimi ujmujemy świat fizyczny i niemalże całkowitego uzależnienia od nich, ludzie przenieśli sposoby postrzegania jednego typu otoczenia, na drugi. Człowiek który o czymś myśli, łatwo może uznać, że przedmiot jego myślenia, nie jest nim samym. Stąd niedaleka droga (all pun intented) do wniosku, że przedmiot intencjonalny znajduje się w jakimś otoczeniu. Czymś analogicznym do świata fizycznego, który znajduje się w podobnej relacji do podmiotu. Stanowi więc jakiś jego odpowiednik, a co za tym idzie, pożyteczna może okazać chociaż część metod poznawczych, które były skuteczne w tym pierwszym.

Łatwo zatem, w dziedzinach zajmującymi się takimi przedmiotami, możemy odnaleźć mnóstwo nawiązań-analogii do eksploracji przestrzeni, nawigowania w niej, i środków lokomocji. Mamy więc rozmaite „ścieżki prawdy” (lub poznania), „drogi św. Tomasza”, „drugie żeglowanie”, „kierunki filozoficzne”, „prądy” bądź „nurty” w sztuce. Pełno tu geografii, prawda? Poznanie utożsamione jest z podróżą. Czasami nie liczy się to, dokąd prowadzi, najistotniejszy jest efekt jaki wywołuje w ‚turyście’, jak jest to w filozofii życia czy jakiejkolwiek innej, pełniącej jakąś rolę terapeutyczną. Pielgrzymka też jest jakąś formą eksploracji świata, tyle że raczej dla pretekstu. Ostatecznie jednak wszystkie te analogie skutkują uznaniem tej najogólniejszej, że te niematerialne przedmioty wypełniają i wreszcie składają się na jakiś świat (na przykład „Trzeci świat” Poppera). A skoro tak, ludzie mogą zajmować się jego opisem – topografią czy kartografią. I zajmują się. W dużej mierze takie role spełniają na przykład strukturalizm czy topologia algebraiczna.

Ale wróćmy do naszej róży wiatrów. Tak jak przydaje się nam w busolach i kompasach do wytyczania kursów w świecie materialnym, podobnie może się przydać w świecie idei. Oczywiście możemy zapomnieć o północy, południu, zachodzie i wschodzie. Zastąpią je inne wartości, które będą stanowiły dla nas punkty orientacyjne. Każdy problem będzie stanowił pewną płaszczyznę, na której umiejscowione w jakimś porządku będą stanowiska, ten problem w jakiś sposób ujmujące. Co staje się jasne, będą one także znajdowały się w odpowiednich relacjach z sobą. Niektóre będą dla siebie przeciwstawne, znajdować się na skrajnych biegunach, inne przez swoje pokrewieństwo leżeć będą bliżej siebie, podobieństwa będą zmniejszały dystans, różnice – zwiększały. Oczywiście, wybór wspomnianych wcześniej punktów orientacyjnych, zależeć będzie wyłącznie od podmiotu. Sam ich wybór stanowi kolejną płaszczyznę, na której można będzie wyróżnić różne ‚szkoły’, tak czy inaczej postrzegające problem i same siebie, zorientowane bliżej czy dalej jakichś wartości. Oczywiście problemem – płaszczyzną może być coś ogólnego, jak cała dziedzina jakiejś wiedzy, problemem może też być jakaś pojedyncza myśl: zarówno w jednym jak i drugim przypadku będzie można wyróżnić ich części składowe, i ich wzajemne relacje, podobnie jak możemy sporządzić mapy geograficzne w bardzo różnej skali. Problemem – płaszczyzną będzie także sama kwestia wyboru sposobu obrazowania świata idei czy też już samego doboru tych wartości, które wykreślą główne jego strony – wszakże stanowisk twierdzących coś na temat optymalnego, ich zdaniem – modelowania, także możemy się spodziewać.

Nie zamierzam jednak poświęcać czasu na pisanie poradnika o tym, jak zawsze i wszędzie mieć rację oraz w jaki sposób optymalnie dobierać orientacyjne wartości, a tym bardziej jak wybierać „właściwe” kierunki poznania. Nie tylko z tego powodu, że jestem subiektywistą, nie tylko dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, iż nie ma to najmniejszego sensu, ani też nikomu nie starczyłoby życia na rozpatrywanie każdej takiej płaszczyzny oraz szukanie jakiegoś wspólnego mianownika, ani dlatego, że byłoby to zadaniem niemożliwym do skończenia. Jestem zdecydowanie zbyt przewrotnym indywiduum, by na tym poprzestać.

Tak jak w przypadku naszego świata fizycznego, jedyną szansą na jego całkowite zmysłowe poznanie (ograniczmy je do samego słuchu, wzroku i powonienia) byłoby przemierzyć każdą możliwą do wytyczenia ścieżkę; przejść 360 pasów wytyczonych z każdego punktu tego świata, najlepiej wszystkie naraz i powtarzać ten zabieg do końca jego lub swojego istnienia, bo świat nie jest statyczny, nie wystarczy zrobić tego jedynie raz – tak w przypadku świata przedmiotów inteligibilnych takim rozwiązaniem jest eksploracja KAŻDEJ płaszczyzny w KAŻDYM kierunku, jaki tylko na niej można wytyczyć.

Prawdziwie rewolucyjna myśl na dziś, jutro i zawsze: udajmy się w każdym możliwym kierunku, ale także jednocześnie pozostańmy w obecnym miejscu, by niczego nie przegapić. Na ilustracji kpt. Jack Sparrow z kompasem nie wskazującym północy, w osobie Johnny’ego Deppa.
 
 
 

Wzajemne wpływy świata inteligibilnego i wszystko co poza nim, czyli praxis i życia. Ideał skutecznego poznania i jego wolnościowy warunek.

Każdy działający w świecie fizycznym człowiek, przemierza w jakimś stopniu także i świat idei. Każdy czyn a motywację do niego prowadzącą, można umieścić na jakiejś płaszczyźnie, a następnie określić ich aksjologiczną lokalizację na niej. A ponieważ czyny jako takie są wielopłaszczyznowe (na przykład każde działanie można ocenić chociażby pod względem etycznym, estetycznym i pragmatycznym/prakseologicznym – a to już stanowi trzy osobne plany), które swoje źródła mają w konkretnym człowieku, i to on jest punktem w którym się przecinają, kreśląc przestrzeń jego ukierunkowanego poznania. O każdym można zatem powiedzieć, że w przeciągu swojego życia dokonuje eksploracji jakiegoś wycinka przestrzeni świata inteligibilnego. Ale ten wpływ otoczeń na siebie jest wzajemny – wydarzenia w świecie fizycznym mogą być katalizatorem dla powstania (bądź odkrycia, w wariancie interpretacji realizmu pojęciowego) przedmiotów świata inteligibilnego. Za przykłady mogą nam posłużyć: newtonowski upadek jabłka, demokrytowa obserwacja tańczących pyłków w strumieniu światła, kąpiel Archimedesa, etc.

Jednostka nie jest w stanie przemierzyć jego całości, nie musi być wcale zainteresowana jego poznaniem, ponad uznaną przez siebie konieczność. Istotne jest jednak to, że część z niego, z racji swojego istnienia i działania w nim, pozna. Żywot człowieka, zapełniony aksjologicznymi wyborami, dokonywanymi w jego trakcie, bogaty w wydarzenia, zarówno te osobiście sprokurowane, jak i nie, stanowi zatem swoisty program poznawczy. Wielość ludzkich żywotów, daje z kolei możliwość jednoczesnej realizacji wielu programów poznawczych. A co za tym idzie, możliwość wielokierunkowej eksploracji świata inteligibilnego, a także podejmowania wytyczonych w nim wcześniej przez innych ścieżek, i ich kontynuacji, „stawania na barkach gigantów”. Z tych racji wzajemnych oddziaływań naszych otoczeń, należy przyjąć, że optymalną dla kompletności poznania sytuacją jest ta, w której podmioty mogą wytyczać dowolne jego drogi a świat fizyczny jest bogaty wydarzeniami, które stanowić będą inspirację i przyczyny istnienia/odkrycia, następnych przedmiotów świata inteligibilnego. Te z kolei wpłyną na świat fizyczny, skutkując w nim zwielokrotnieniem w rozmaitości wydarzeń, których przyczyny pochodzić będą z nowo eksplorowanego obszaru przestrzeni wiedzy, w następnym cyklu zaś przyczynią się do dalszej eksploracji tegoż. I gdy cykl ten będzie trwał nieprzerwanie, a wszystkie kierunki zwiadu będą dopuszczalne, podobnie jak powodowane wydarzenia, osiągniemy właśnie to wspomniane optimum. Ponieważ nie wiemy, jakie wydarzenia w świecie fizycznym spowodują odkrycia w świecie inteligibilnym, dopuszczamy je wszystkie. Utrata bądź zubożenie otoczenia o jakieś wydarzenia, mogłyby bowiem wpłynąć negatywnie na odkrycia w świecie inteligibilnym.

Jeśli żywot stanowi program poznawczy albo możemy go do takiego zredukować poprzez qualia – każdy jego przejaw jest odpowiedzią na pytanie: „jak to jest być x?”, które możemy zadać w każdej chwili jego trwania. Każda chwila, a raczej stan rzeczy w niej zobrazowany ma więc jakąś wartość poznawczą. Aspiracje życiowe są natomiast niczym innym jak tylko specyficznymi intencjonalnymi hipotezami, dotyczącymi jakiegoś kierunku czy też preferowanego pakietu wrażeń do poznania, poparte działaniami mogą go przybliżyć, nie tylko wytyczając, ale i odbywając „podróż” w wybranym kierunku. Eksploracja KAŻDEJ płaszczyzny w KAŻDYM kierunku, jaki tylko na niej można wytyczyć w świecie inteligibilnym, dotyczy też płaszczyzny zamierzeń, środków i celów oraz ich praktycznej realizacji.

Szkodliwe zatem dla kompletności poznania jest nie tylko wprowadzanie ograniczeń w kierunkach eksploracji świata inteligibilnego, ale także ustanawianie ich w sferze dokonywanych czynów, które są częścią żywotów, stanowiących oddzielne programy poznawcze. Oczywiście, w tym momencie pojawia się problem – co w momencie gdy pewna ścieżka poznawcza wymaga unicestwienia czyjegoś żywotu? Co powinno być dla nas nadrzędne: przedmiot czy podmiot poznania? Odpowiedź brzmi: nie ma żadnych nas. Na płaszczyźnie tego problemu, jaki stanowi to pytanie, możemy wyróżnić przynajmniej dwa stanowiska, będące na nie odpowiedziami. Zgodnie z ideałem eksploracji w każdym kierunku, oba stanowiska są dopuszczalne i możliwe do wyboru. Żadne z nich globalnie nie jest nadrzędne względem drugiego. Potrzeba jednak sposobu rozstrzygania czyj program poznawczy jest bardziej uprawniony lokalnie. Oczywiście mogłoby nim być rzucanie monetą, wygrana w szachach, demokratyczne głosowanie czy cokolwiek innego, jednak te sposoby rozstrzygania konfliktu uprawnień ograniczyłyby różnorodność wydarzeń w świecie realnym świecie, zwłaszcza tych zależnych od długotrwałego działania i stabilności. Najlepszym rozwiązaniem, które pozwala tego uniknąć, jest więc przypisanie każdemu żywotowi obszaru w fizycznym świecie, w którym będzie stroną nadrzędną, decydującą o obowiązującym tam programie poznawczym. Tym rozwiązaniem jest instytucja własności prywatnej.

Jej sukcesu, za jaki wypadałoby uważać powszechną obecność, należy moim zdaniem upatrywać właśnie w tym, że w najmniejszym stopniu stawia bariery dla wytyczania dowolnych kierunków eksploracji przestrzeni wiedzy, umożliwia natomiast jednostkom komfortowy wybór kierunku i sposobu jakim będą tej eksploracji dokonywały, chroniąc przed wpływami kierunków wybieranych przez innych. Żaden kolektywny (i przez to kompromisowy) sposób rozstrzygania sporów o nadrzędność nie jest w stanie dorównać jej właśnie dlatego, że ogranicza liczbę wektorów możliwego działania. Być może wytycza jakiś nowy, wypadkowy kurs, ale kosztem dwóch bądź ich większej liczby, którymi moglibyśmy poruszać się w tym samym czasie, w wybranych przez nas kierunkach.

Nie marnujmy go i pozwólmy sobie iść gdziekolwiek. Później możemy się spotkać i opowiedzieć co, kto i gdzie widział, czego dokonał i jak się z tym czuł. Obejmiemy percepcyjnie znacznie większy obszar, niż gdybyśmy mieli siedzieć tu razem, na kupie. Anything goes… anywhere it wants. Simultaneously.

Bierz więc do ręki kompas, zestaw go z liniami na swojej dłoni i nie bój się wyruszyć w swoją stronę. Ani gromić tych, którzy Ci tego zabronią.

 W ramach ilustracji muzycznej, „Heartlines” Florence i jej Maszyny, żeby nie było, że słucham jedynie wymierających, niszowych, pretensjonalnych muzyków płci męskiej, którzy największe tryumfy święcili czterdzieści lat temu…

Wersja offline – PDF

Reklamy

One thought on “O Jedynej Metaforze i eksploracji przestrzeni wiedzy

  1. Pingback: Trylogia Introspekcyjna: „Tkając sieć wzajemnych powiązań” « Ustronny Zakątek pod Diadą Tego Co Nieskończenie Wielkie-i-małe

Odpowiedz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s